Informacja o misjach
Drodzy! Jest w Polsce taka tradycja, aby co dziesięć, lub co kilkanaście lat, urządzać misje parafialne. Nasza Parafia będzie przeżywać takie misje już niedługo - od 7 do 14 czerwca 2026 roku. Pragniemy z głęboką wiarą przeżyć ten czas łaski i otworzyć się na wszelkie dary z nieba jakie Jezus i Maryja pragną nam udzielić. Do tego wielkiego i ważnego wydarzenia w parafii przygotowujemy się poprzez modlitwę, przygotowanie zewnętrzne do misji, a w ostatnim miesiącu również poprzez kazania wprowadzające. Uczyńmy wszystko co możliwe, aby umożliwić działanie łaski Bożej w naszych sercach podczas świętego czasu misji.
Co to są misje parafialne?
Misje parafialne to przede wszystkim wydarzenie wiary, które będzie trwało 8 dni. Owszem, przyjadą do nas misjonarze, którzy będą nam głosić Słowo Boże. Będziemy się gromadzić tutaj w świątyni na Mszach św. i na nabożeństwach.
Jednak misje parafialne to nie tylko to. To przede wszystkim czas wielkiej łaski Boga, która pomoże nam naprawić i odbudować w nas i wokół nas to, co zostało zniszczone przez grzech, co zostało zaniedbane przez obojętność lub duchowe lenistwo.
Dlaczego się je organizuje?
Po dokonaniu dzieła Odkupienia (po męce, śmierci i zmartwychwstaniu), Jezus zlecił głoszenie Słowa Bożego założonej przez siebie wspólnocie wiernych - czyli Kościołowi. Pamiętamy na pewno polecenie, jakie Jezus wydał apostołom tuż przed swoim wniebowstąpieniem: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”(Mt 28, 19-20). Tak zaczęła się praca misyjna Kościoła, który ciągle posyła chrześcijan do ludzi, którzy Jezusa jeszcze nie znają.
Chrześcijanom ciągle zagrażają rozmaite duchowe niebezpieczeństwa; grozi im upadek obyczajów, a często podejmują styl życia sprzeczny z zasadami wynikającymi z Ewangelii. W takiej sytuacji Kościół posyłał do swoich wiernych specjalnie przygotowanych misjonarzy, którzy obdarzeni odpowiednimi charyzmatami przez Ducha Świętego, współpracując z Jego łaską i Jego Mocą, odnawiali i pozyskiwali wielu ludzi na nowo dla Chrystusa.
Tak było w historii Kościoła przez wieki i tak jest również dzisiaj. Św. Jan Paweł II nazwał Misje Święte „niezastąpionym środkiem okresowej i intensywnej odnowy życia chrześcijańskiego”.
Po co się je organizuje?
Mają one pogłębić naszą wiarę, rozumianą jako więź łączącą człowieka z Bogiem. Chrystus jest ten sam: wczoraj, dziś i na wieki. Zmienia się jednak historia. Zmieniają się pokolenia ludzi. Stąd konieczność ciągłego ewangelizowania, opowiadania o Chrystusie, uświadamiania, że to On jest jedynym Odkupicielem świata, inaczej doczesne zaangażowania bez więzi z Nim nie wydadzą prawdziwych owoców dla zbawienia świata.
Misje parafialne mogą także pomóc w naszym osobistym nawróceniu i we wzajemnym pojednaniu. Można je porównać do starotestamentalnego Roku Jubileuszowego, w którym przez powszechną amnestię (darowanie) wszystko wracało do pierwotnego stanu (por. Kpł 25, 8-11a). Wówczas niewolnicy odzyskiwali wolność i wracali do swoich rodów, darowano niespłacone jeszcze pożyczki, odzyskiwano własność utraconą za długi. Rok szabatowy bronił Izraelitów przed zubożeniem, chronił przed wytworzeniem się wśród nich klasy bezwzględnych bogaczy, podkreślał solidarność rodziny.
Co mogę zrobić dla misji?
Misje to czas szczególnego działania w naszej parafii Jezusa Chrystusa. To On będzie tu obecny także w posłudze misjonarzy. Jednak bardzo ważne jest również to, abyśmy również my uczynili wysiłek. Co zatem możemy zrobić dla misji parafialnych?
1/ modlić się
To bardzo ważne, abyśmy się modlili w ich intencji: indywidualnie, wspólnie w domu całą rodziną, w czasie nabożeństw. Pisząc prośby na Nowennę Nieustanną, prośmy także o łaski potrzebne do dobrego przeżycia tego wydarzenia. W Wielkim Poście podejmujmy wyrzeczenia (dobre postanowienia) w ich intencji. Ci z nas, którzy niosą krzyż choroby, niech zechcą te swoje cierpienia ofiarować w intencji misji.
2/ mówić o nich
Są takie sytuacje, kiedy człowiek zamyka się na Boga. Bóg staje się dla niego kimś obojętnym. Chrystus jednak chce przyjść do każdego człowieka. Przypomina się tutaj znana nam z Ewangelii scena pewnego spotkania. Zacheusz bardzo pragnął zobaczyć Jezusa, bo dowiedział się od innych ludzi, że miał On przechodzić przez miasto. Jezus powiedział do Zacheusza: „Dziś chcę się zatrzymać w twoim domu", a ten przyjął Pana rozradowany i zbawienie stało się udziałem jego domu.
Mówmy zatem o misjach domownikom, znajomym, sąsiadom i zachęcajmy się nawzajem do wzięcia w nich udziału, budujmy klimat przychylny dla misji.
3/ pomóc w przygotowaniach.
Przygotowanie rozmaitych rzeczy i spraw, które pomogą nam lepiej przeżyć spotkanie z Jezusem w czasie misji parafialnych wymaga sporo wysiłku i nie może być czynione tylko przez księży. Kiedy zostaniemy o coś poproszeni przez Duszpasterzy, nie odpowiadajmy: „nie”, „nie mogę”, ale okażmy im pomoc, a Bóg z całą pewnością nam to wynagrodzi.
4/ zaangażować się w nie osobiście
Ułóżmy sobie czas tak, aby można było wziąć udział w jak największej liczbie spotkań. Nie organizujmy w tym czasie imienin, urodzin, jubileuszy itp. Również świąteczne porządki i zakupy zróbmy poza okresem misji.
Kiedy misje się już rozpoczną, starajmy się wyciszyć, odłóżmy obowiązki i prace, które możemy wykonać w innym czasie. Więcej czasu poświęćmy na modlitwę, na refleksję nad swoim życiem, bierzmy czynny udział w Mszach św. i nabożeństwach misyjnych, dajmy Bogu możliwość, aby przez swoje Słowo kształtował nasze życie
======================================================================================================================================
Skąd w Sejmie ta upiorna pochwała zabijania? 5 manipulacji!
Poziom indoktrynacji w sejmowej debacie o aborcji przekroczył wszelkie granice. Wystąpienia parlamentarzystów zdominowała gloryfikacja śmierci. Jedna z posłanek przyznała się z dumą do popełnienia aborcji, a inne wprost reklamowały na mównicy sejmowej „pigułkę po”. Zbiorowe opętanie oparte na kłamstwie i totalnym uprzedmiotowieniu człowieka. Bo prawda o aborcji jest równie brutalna, co prosta. Kobieta w chwili poczęcia dziecka staje się matką. Aborcja tego faktu nie zmieni. Tyle, że po jej dokonaniu będzie matką, która zabiła swoje dziecko. I z tą traumą będzie musiała żyć. Co przemilczają zwolennicy aborcji? 5 największych manipulacji.
1. Aborcja to zabójstwo, nie może być bezpieczna
Ileż słów o wolności i bezpieczeństwie kobiety padło w tej debacie. Przerzucały się nimi przedstawicielki koalicji 13 grudnia, forsujące wprowadzenie aborcji na żądanie do 12 tygodnia ciąży. I żadna nie potrafi przyjąć, że to perspektywa skrajnie zakłamana. Nie ma bezpiecznej aborcji, bo ta jest aktem zadania śmierci. Najwyższą formą przemocy jest zabójstwo. Aborcja to zabicie człowieka. Bo na poziomie elementarnej biologii, dziecko w łonie matki jest człowiekiem. Niezależnie od tego, w jakiej jest fazie rozwoju. Postęp techniczny w medycynie sprawił, że możemy nie tylko szczegółowo ten rozwój obserwować, ale wręcz prowadzić zaawansowane leczenie nienarodzonego jeszcze pacjenta, prowadząc operacje dzieci w łonie matki.
2. Trauma, która zostaje z matką na zawsze
Aborcja nie może więc być bezpieczna dla dziecka, ponieważ pozbawia go życia. Ale stanowi zagrożenie także dla matki. Może skutkować powikłaniami fizycznymi, czasem bezpłodnością, ale i również powikłaniami psychicznymi. Syndrom postaborcyjny jest przecież szeroko opisanym faktem. Jego istnienie potwierdza Amerykańskie Stowarzyszenie Psychiatrów, które już w 1987 roku dokonało rozróżnienia dwóch zespołów zaburzeń, jakie mogą wystąpić po aborcji. Z przeprowadzonych badań wynika, że PAS nie zależy od światopoglądu, wyznania, ani wrażliwości moralnej kobiety. U niektórych pojawia się od razu, u innych dopiero kilka lat po aborcji, najczęściej w okresie klimakterium. Czasem może go wywołać urodzenie następnego dziecka lub niezdolność do macierzyństwa. Objawia się dużym niepokojem, którego przyczynę trudno sobie uświadomić, niezadowoleniem z życia bez obiektywnych przyczyn, brakiem sensu życia, poczuciem beznadziei, depresją. Syndromowi postaborcyjnemu towarzyszą też zaburzenia relacji z najbliższymi, niechęć do współżycia seksualnego, silne lęki, koszmary senne. Zespół ten może towarzyszyć kobiecie aż do śmierci. Potwierdzają to świadectwa wielu kapłanów, którzy spotykając się w sakramencie pojednania ze starszymi kobietami, odkrywają ogromne dramaty, jakie szarpią ich serca. Często kobiety borykające się z tym problemem, na łożu śmierci wyznają, że największe zło, jakie w życiu popełniły to zabicie własnego dziecka. A przecież podejmowały tę decyzję w czasach, gdy aborcja była dozwolona prawem, wręcz proponowana czy narzucana, ale nie miały tak naocznej wiedzy o rozwoju dziecka, jak w czasach wszechobecnych ultrasonografów czy dzisiejszej diagnostyki 3D.
Aborcja nie rozwiązuje więc problemu. Kobieta nie przestaje być po niej matką. Zostaje matką, która zabiła swoje dziecko. Ma to realne przełożenia na jej dalsze życie. Doświadcza traumy, z którą musi żyć. Według badań opublikowanych w 1985 przez dr Speckhardt na Uniwersytecie Minnesota spośród kobiet, które przeszły aborcję: 100% — doświadczało smutku, poczucia utraty; 92% — przeżywało poczucie winy; 85% — było zaskoczonych intensywnością smutnych przeżyć postaborcyjnych; 81% — odczuwało obniżone poczucie własnej wartości; 81% — miało świadomość doznania krzywdy; 81% — wciąż myśli o abortowanym dziecku; 73% — cierpiało na depresję; 73% — czuje się nieswojo w obecności niemowląt i małych dzieci; 73% — odczuwa niemożność rozmawiania o przeżytej aborcji; 69% — przeżywa niechęć do współżycia seksualnego; 65% — miało tendencje samobójcze; 61% — zaczęło nadużywać alkoholu; 31% — podejmowało próby samobójcze; 23% — przeżywało skrajnie ciężkie poczucie winy.
Podobne badania przeprowadzone w 1985 roku w prywatnej klinice Mount Sinai School of Medicine. Spośród badanych 46% przyznało, że aborcja stała się przyczyną największego kryzysu w ich życiu, 48% stwierdziło, że relacje z ojcem zabitego dziecka zmieniły się znacząco na niekorzyść lub wprost załamały się, a u 33% kobiet wystąpiły zaburzenia seksualne. 52% odczuwa smutek, poczucie pustki, rozdrażnienie, całkowity brak radości z życia.
3. Co z ojcem? Feministki szkodzą kobietom zwalniając go z odpowiedzialności
Dramatyczne konsekwencje aborcji towarzyszą także mężczyznom. Dlatego powtarzane nieustannie hasło: „moje ciało-moja sprawa” jest kolejnym kłamstwem i bardzo niebezpieczną manipulacją, de facto uderzającą w kobietę. Ojciec ma taką samą odpowiedzialność za dziecko, jak matka. Zwalnianie go z niej, wymierzone jest nie tylko w mężczyznę i dziecko, ale przede wszystkim w kobietę. Utrzymuje bowiem szkodliwe przekonanie o braku współodpowiedzialności za skutki współżycia. Zostawia kobietę samą sobie. Jednocześnie mężczyznę sprowadza wyłącznie do technicznej i przedmiotowej roli „dawcy nasienia”. A to przecież także jego dziecko. Ileż dramatycznych scen oglądaliśmy przed amerykańskimi klinikami aborcyjnymi, w których mężczyźni błagali kobiety, by zrezygnowały z podjętej decyzji. Ale są oczywiście tacy, dla których ciąża jest wyłącznie problemem. I właśnie postawa feministek jest w tej kwestii najbardziej szkodliwa. Bo to przecież ich narracja czyni ciążę „sprawą kobiety”, usprawiedliwiając męską bierność.
4. Zmuszanie lekarza do zabijania pacjenta to barbarzyństwo szkodliwe społecznie
Manipulacją jest również argument o wolności sumienia kobiety przy jednoczesnym podeptaniu wolności pozostałych członków tego dramatu. Bo nawet „najłagodniejszy” z 4 projektów ustaw aborcyjnych, zakłada przymus zabicia dziecka nienarodzonego przez lekarza, odbierając mu prawo powołania się na klauzulę sumienia. A przecież pacjentem lekarza ginekologa jest nie tylko matka, ale i dziecko. To o nie troszczy się przez całą ciążę, sprawdzając jego rozwój i wdrażając odpowiednie zalecenia czy stosując leczenie. Proponowane przepisy zakładają, że aborcja ma być wykonywana we wszystkich szpitalach. Nie będą więc mogli nimi dowodzić wysokiej klasy specjaliści, jeśli nie zgodzą się na zabijanie dzieci nienarodzonych, które są przecież ich pacjentami. Istnieje tylko jedna grupa lekarzy zajmujących się ciążą, dla których dzieci pacjentami nie są – to ci, którzy wykonują procedurę zapłodnienia in vitro. Kobiety, które zaszły w ciążę tą właśnie drogą, nie mogą liczyć na jej prowadzenie w klinikach in vitro. Muszą szukać pomocy w poradniach i szpitalach ginekologicznych, borykając się zresztą znacznie częściej z powikłaniami niż pozostałe matki. Zmuszanie lekarzy i personelu medycznego do zabijania swoich pacjentów, będzie miało potworne skutki społeczne.
5. Zabijanie nie może być prawem człowieka
Determinacja, z jaką Koalicja 13 Grudnia chce wprowadzić swobodę aborcyjną w Polsce ma w sobie coś demonicznego. Każdy głos sprzeciwu jest zakrzykiwany, a środowiska konserwatywne i katolickie wprost niszczone. I choć prawo do życia, także na etapie prenatalnym, zagwarantowane jest w polskiej konstytucji, koalicja Tuska robi wszystko, by te gwarancję obejść. Chce by zabójstwo niemogącego bronić się dziecka zostało uznane za prawo człowieka. Doskonale wiemy, do czego prowadzi takie barbarzyństwo. Kolejnym krokiem będzie eutanazja chorych, starszych ludzi. Najbardziej niepokojące jest programowanie młodego pokolenia w&nbs